Sytuacja na rynku pracy stopniowo się pogarsza. Nasze pensje rosną wolno, a coraz bardziej odczuwamy szybki wzrost cen.
Średnia pensja w Polsce przekroczyła 4 tys. zł. W grudniu przeciętne wynagrodzenie było o 4,4 proc. wyższe niż rok wcześniej. Nie mamy jednak powodów do radości – wzrost inflacji wpłynął na to, że za nasze pensje możemy kupić mniej. Paliwa i produkty spożywcze wciąż drożeją, a w czasie kryzysu nie jesteśmy w stanie wynegocjować większych podwyżek płac.
Obawiając się tego, co przyniesie kryzys, firmy nie inwestują i nie zatrudniają nowych pracowników. Dlatego wzrost zatrudnienia jest coraz mniejszy.
Od dwóch miesięcy odczuwamy skutki inflacji. Są jednak w Polsce miejsca, w których tzw. siła nabywcza wynagrodzeń spada już od jakiegoś czasu. W województwie świętokrzyskim było tak i w pierwszym, i w drugim, i w trzecim kwartale 2011 roku. Podobnie w woj. Zachodniopomorskim. Natomiast w woj., podlaskim, warmińsko-mazurskim i dolnośląskim pensje realnie kurczyły się przez dwa kwartały.
Według ekonomistów BRE Banku sytuacja na rynku pracy będzie coraz gorsza, jednak dzięki wcześniejszej reakcji firm, tempo zmian będzie wolniejsze niż w pierwszej fazie kryzysu. Z drugiej strony specjaliści od rekrutacji twierdzą, że po okresie zimowym nastąpi więcej zwolnień, a wzrost składki rentowej ograniczy podwyżki płac.
Źródło: wyborcza.pl
Data publikacji: 20.01.2012